Rodem warszawianin,

sercem Polak,

a talentem

świata obywatel.

C.K. Norwid

 

środa, 22 luty 2012
Trzy godziny w Valdemosie

13 czerwca na organizacyjnym spotkaniu turnusu pobytowego na Majorce całkiem spora grupa polska, która tu trafiła za pośrednictwem kilku biur (ale głównie niemieckiego „Tui”) decydowała o tzw. imprezach fakultatywnych,  czyli wycieczkach, za które się płaci i to całkiem sporo. Wygrała tzw. objazdówka, czyli całodzienny objazd autokarem ciekawych miejsc na tej pięknej wyspie. Drugą lokatę zdobyły majorkańskie jaskinie na czele z Jaskinią Smoka. Gdy zapytałem czy jest wycieczka do Valdemosy, bo tam przecież przebywał nasz największy kompozytor i pianista, ikona polskiej kultury Fryderyk Chopin, sympatyczny rezydent pan Jarek odpowiedział, że nie, ponieważ nie ma zainteresowania tym miejscem, w każdym razie takiego, które opłacałoby się  organizować. Pan Jarek dodał jeszcze, że nie wszyscy Polacy wiedzą o tym epizodzie z życia F. Chopina. Przyznam się szczerze, że ręce mi opadły.

Dowiedzieliśmy się, że jest wycieczka do stolicy wyspy Palma de Mallorka i Valdemosy organizowanej przez to samo biuro dla Niemców. 14 czerwca rano wypełnionym do ostatniego miejsca autokarem wraz z żoną wyruszyliśmy na całodzienną wyprawę. W Palmie główną atrakcją była przepiękna stara Katedra wraz z Pałacem Króla i Królowej Hiszpanii. Katedra była dostępna, królewskie rezydencje tego dnia były zajęte, o czym informowała wywieszona flaga Hiszpanii. No cóż… Dodając do tego przepiękną starówkę w Palmie,  akcenty wielu kultur widoczne w zabytkowych uliczkach i domach plus piękną pogodę, warto było. Przy słabej znajomości języka niemieckiego nie wszystko dało się zrozumieć, ale widzialna materia plus konteksty przybliżyły to piękne miejsce pełne turystów z całego dosłownie świata.
Nas najbardziej interesowała Valdemosa. Niedaleko, bo 17 kilometrów od Palmy (za czasów Chopina było to 20 km), jedzie się nową, gładką jak stół asfaltową drogą wśród pól z beżowo-czerwoną glebą, sadów oliwnych, pomarańczowych, drzew figowych, migdałowych i cytrynowych. Nawadniane plantacje ziemniaków, ogórków, pomidorów i innych warzyw pokazują, że przysłowiowa bieda majorkańskich rolników przeszła do historii. Wjazd w góry Serra de la Tramontana to piękne widoki, a dojazd na górną półkę pokazuje w niewielkiej odległości urokliwe miasteczko  południowe z dwoma akcentami: wieżą kościoła i na drugim krańcu dzwonnicą klasztoru Kartuzów. To właśnie w nim na przełomie roku 1838/39 przebywał Fryderyk Chopin wraz ze swoją największą miłością George Sand i jej rodziną.
Klasztor Kartuzów trzy lata przed przyjazdem Chopina opuścili zakonnicy na rozkaz rządu hiszpańskiego w ramach działań sekularyzacyjnych. Przybysze odczuwali jeszcze ducha zakonników, a pozostawione przez nich meble, obrazy, pamiątki go potwierdzały. Chopin i Sand przybyli  do Valdemosy 15 grudnia 1838 roku w nadziei, że skryją się tu przed ciekawskimi zainteresowanymi romansem tych dwojga a także, że w ciepłym klimacie śródziemnomorskiej wyspy Fryderyk poprawi nadwątlone zdrowie.  Niestety ta druga nadzieja się nie spełniła.  Tej majorkańskiej  „zimy” było zimno, deszczowo i wietrznie, co bardzo pogarszało stan zdrowia Chopina. Nie dojechał też na czas fortepian, wobec czego nie mógł należycie szlifować utworów mimo, że udało mu się wypożyczyć na miejscu pianino rozklekotane i o niedobrym dźwięku. Chopin jednak pisał. Tu powstało m.in.  najsłynniejsze majorkańskie Preludium Des-dur, nr 15 zwane deszczowym. Fryderyk pisał i chorował. Nawet wtedy gdy po trzech tygodniach nadeszło z Paryża pianino Pleyela nastrój Chopina się nie poprawiał, a zdrowie pogarszało. Mieszkańcy miasteczka byli wrogo nastawieni do Chopina, bo rozeszła się wieść o jego gruźlicy. Służba ich okradała, władze miasta też były co najmniej chłodne wobec przybyszów. Nieudany wyjazd trwał niespełna trzy miesiące.
Co można zobaczyć dziś w Valdemosie w Klasztorze Kartuzów? Licznie przybywających turystów dosłownie z całego świata. Niemcom, w tym i nam pokazano jedną celę nr 3 składającą się z trzech pomieszczeń. Cela nr 4 ma również trzy pomieszczenia, i tam znajdują się liczne pamiątki w tym pianino Pleyela. No cóż… i tak czuje się tam Chopina i Jego towarzyszy.  W Sali Chopin – Sand spoglądają na nas portrety wykonane przez  Ary’ego Schefera (G. Sand) i Auguste’a Charpentiera (F. Chopin). Listy, zdjęcia, litografie, ryciny… a w drugim pomieszczeniu na fortepianie gadżety, foldery, zdjęcia, książki w wielu językach w tym oczywiście  polskim. Na ścianie wielkie tabloo ze zdjęciami wybitnych pianistów z całego świata, w większości jednak z Polski, którzy grali tu na odbywających się co roku sierpniowych  Festiwalach Chopinowskich. Z celi można wyjść na ogród, z którego widać  Valdemosę z jej górami, wąwozami, uprawnymi szpalerami oleandrów i polami na górskich półkach. Naprawdę warto wybrać się na Majorkę do Valdemosy, by poczuć ducha polskiego Geniusza.
Nie będę szczegółowo się rozpisywał. Mimo wszystko trochę tu za mało polskich napisów i podpisów. Po Roku Chopinowskim powinno się tu bardziej czuć ducha polskiego. Ale może się czepiam. W każdym razie jeśli jeszcze kiedyś trafię jeszcze na Majorkę, to postaram się w Valdemosie być dłużej i zwiedzić ją bardziej szczegółowo.     
Ryszard Sławiński 


piątek, 24 czerwca 2011 06:44
 

Wydarzenia

Koncerty
Plenery
Inne

Odwiedziło nas

Odsłon : 36906